wtorek, 17 listopada 2009

Czekamy na krew

Dzisiaj były robione badania i okazało się, że hemoglobina znowu spadła - do 7,7 - w związku z czym Maciek musi dostać krew. Miała być przetoczona, zamówiono ją ale był jakiś problem z krzyżówką, więc dostaniemy ją jutro. Dla porządku - pozostałe wyniki: płytki w normie, białych 1700.

Maciuś oczywiście nie wygląda na osobę z taką hemoglobiną- owszem, jest bledszy, usta nie są czerwone, ale - żadnej ospałości (zasnął po 22.00, i to z oporami) ani wyraźnego osłabienia (biegał po korytarzu tak szybko, że za nim nie nadążałam). Ma jedynie trochę mniejszy apetyt , nie chce mu się pić i zdarzało mu się reagować rozdrażnieniem i złością (wręcz wściekłością) gdy np. skończyły się zajęcia plastyczne z Panią Kredką i trzeba było wrócić do pokoju (oj, była ostra awantura). Bo dodatkowo mamy chyba do czynienia z buntem dwulatka - w czystej postaci (reakcje na zakazy, ograniczenia typu "nie wolno", "nie można", "to niebezpieczne", "teraz nie" itp. są wręcz książkowo wyolbrzymione, teatralne - w stylu prób uderzania głową w podłogę, łóżeczko, własną matkę, albo obrażania się z ustami wygiętymi w idealną podkówkę i wychodzeniem/wybieganiem do innego pomieszczenia).

Wracając do Pani Kredki - w czasie zajęć przez nią prowadzonych dzieci miały malować farbami zimowe krajobrazy. Pędzle były wielgachne, farby w bajecznych kolorach więc - namalowaliśmy (czytaj - mama musiała namalować) 2 autobusy, 1 tramwaj, 1 rakietę i coś bliżej niezidentyfikowanego, do wykonania czego Maciuś użył wszystkich kolorów, kompletnie je pomieszał i stwierdził, że to będzie prezent dla tatusia, i "tatuś się uśmiechnie".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz