wtorek, 10 listopada 2009

Leczymy się dalej

Byliśmy dzisiaj w szpitalu na oddziale dziennym. Wyniki morfologii są dobre (oczywiście jak na tą chorobę) i mogliśmy wrócić do leczenia. Maciek dostał pierwszy z czterech cytosarów z ostatniej tury (czwartej). Przez kolejne dni (do piątku) będziemy codziennie jeździć do szpitala na podanie leku, dodatkowo w czwartek Maciuś będzie miał nakłucie lędźwiowe - pod narkozą, z anestezjologiem - w czasie którego dokanałowo podaje się inny lek. To jest zawsze trudne, bo narkoza różnie działa na Maćka - czasem śpi a czasami wścieka się, płacze, wygina - a powinien po tym zabiegu przez 2 godz. leżeć płasko. Oby się udało bez "ekscesów" tym razem (zdarzyło nam się kiedyś, że po takim zabiegu przez godzinę trzymałam go na ręku, usiłując zachować odpowiednie ułożenie jego ciałka, a on usiłował mi się wyrwać - makabra po prostu). Plany na później - w sobotę przerwa, w niedzielę mamy się stawić na oddział na kolejny lek - Endoxan - wtedy jest się przez 24 godz. podłączonym do pompy. A potem - teoretycznie, jak mówi nasza Pani Doktor - 2 tygodnie przerwy. Cóż, zobaczymy. Z euforią podobno zawsze można poczekać. Więc na razie nie cieszmy się na wyrost.

Dzisiejszy dzień był trudny. Żeby dotrzeć do szpitala przed korkami musieliśmy bardzo wcześnie wstać (ja - o 5.30). Wyszliśmy ze szpitala ok.12.30. Robert odwiózł nas do domu a potem pojechał do pracy. A wieczorem, przed kąpielą, okazało się, że w drenie od igły (w czasie przyjmowania chemii wychodzimy do domu na przepustki z igłą w vascuporcie) jest trochę krwi. Musieliśmy więc pojechać na oddział, żeby siostry to przepłukały (nie powinno się z tym czekać do rana, bo mogą się zrobić skrzepy). Biedny Robert, był padnięty, ale pojechać musieliśmy (właśnie w takich sytuacjach najbardziej żałuję, że mimo prawa jazdy, nie jeżdżę).

A teraz powinnam już spać jak reszta rodziny. Bo jutro znowu do szpitala... Na szczęście nie tak wcześnie (święto).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz