sobota, 14 listopada 2009

Trochę historii, czyli jak to się zaczęło

Maciek trafił do szpitala na oddział onkologiczny w maju 2009 roku. Przez trzy dni wysoko gorączkował i nie wiadomo było, dlaczego, ponieważ nie było żadnych widocznych objawów choroby (nie kaszlał, nie miał kataru, nie było zmian osłuchowych, biegunki, itd...). W przychodni, do której chodzimy zlecano nam kolejne badania, a trzeciego dnia wynik morfologii był tak słaby, że kazano nam jechać do szpitala.
Spędziliśmy w szpitalu dwa tygodnie. Objawy kliniczne wskazywały na sepsę ale w badaniach niczego nie znaleziono (wszystkie posiewy były jałowe). Podejrzewano białaczkę, ale wyniki badania szpiku nie były jednoznaczne.
Pozostawaliśmy pod opieką szpitala przez całe wakacje. W wyznaczonych terminach zgłaszaliśmy się na badania kontrolne - ich wyniki były dobre. Maciek czuł się dobrze, miał apetyt i świetny humor.
W lipcu spędziliśmy dwa tygodnie nad morzem, w sierpniu byliśmy we Wrocławiu u babci, więc Maciuś miał sporo fajnych przeżyć - m.in. morze, plaża, stadnina, konie, zwierzaki w zoo i u dziadka na wsi.
Ostatni tydzień sierpnia wszystko zmienił. Coś mnie zaniepokoiło (do tej pory właściwie nie wiem co) i na własną rękę zrobiłam Maćkowi morfologię krwi. Wyniki były na tyle słabe, że kazano nam się zgłosić do szpitala na oddział dzienny. Badanie powtórzono, a w rozmazie krwi obwodowej znaleziono komórki nowotworowe. Potem była biopsja szpiku i inne badania. W końcu diagnoza - ostra białaczka limfoblastyczna typ B.
3 września rozpoczęliśmy leczenie.

3 komentarze:

  1. Hej, melduję się :).
    Piesek zostawiony u sióstr na dziennym.
    Dodam Was u Lenki, oki?
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. Śledzę od kilku tygodni zmagania z choróbskiem Lenki i Jej Rodziców, mocno trzymam kciuki i wierzę, że wygra tę walkę. Od teraz tak samo będe przy Was- nie jesteście sami, jestem lekarzem, więc znane statystyki przemawiają także na korzyść Maciejka i Lenki. Wiem, że to trudne miesiące, ale bedzie DOBRZE! Pamietajcie o tym i nie dajcie się pokonać. Gorąco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Kasiu!
    Choć się nie znamy to to o czym piszesz i z czym się borykacie jest mi bliskie i znane, bo ja również walczę z tą chorobą. Moja córcia ma 5 latek. Dużo wiary, nadziei i siły....

    OdpowiedzUsuń