piątek, 20 listopada 2009

W domu...

jesteśmy od wczoraj. Wyniki Maćka były na tyle dobre, że Pani Doktor postanowiła nas wypisać! Pierwszy raz od początku choroby dostaliśmy wypis - do tej pory ciągle wychodziliśmy na przepustki . Nie oznacza to jednak, że dostaliśmy jakiś urlop, o nie. W poniedziałek musimy stawić się na oddziale dziennym, żeby sprawdzić morfologię. A już 30 listopada wracamy do szpitala i jeśli wyniki badań pozwolą, rozpoczniemy kolejny protokół - czyli przez 4 dni Metotrexat i płukanki, potem 10 dni przerwy, i tak 4 razy.

Dwutygodniowa przerwa, której się spodziewałam, rozpoczęła się już po ostatnim Endoxanie (czyli w poniedziałek), więc jej połowa upłynęła nam z Maciusiem w szpitalu. Mam tylko nadzieję, że drugi tydzień dane nam będzie spędzić w domu. Wszyscy tego potrzebujemy, a najbardziej chyba Kubuś - dla niego każdy nasz pobyt w szpitalu jest czymś bardzo trudnym. A najgorsze są pobyty nieplanowane... W tej chwili nawet jak jedziemy na oddział dzienny Kuba miewa lekko wilgotne oczy i po kilkanaście razy dopytuje o której wrócimy. On sporo rozumie, ale to jest tylko sześciolatek, mały chłopiec, który potrzebuje mamy... Martwię się o niego.

Maciuś czuje się świetnie. Ma kosmiczne ilości energii, biega, bawi się, gada, ma niezły apetyt. Dzisiaj znowu powalił nas swoim tekstem. W czasie kąpieli ("wodowej" - bez opatrunków, plasterków, czyli pełne szaleństwo, chlapanko i pływanie) w pewnym momencie zrobił dziwną minę. Robert, który go kąpał (bo kąpiel to u nas tradycyjnie męska sprawa) spytał "Co się stało synku, co przeskrobałeś?" A Maciuś odpowiedział "marchewkę".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz