czwartek, 24 grudnia 2009

Przedświątecznie

Byliśmy dzisiaj w szpitalu. Wyniki morfologii dobre - hemoglobina 10,4, białych 4 tys., 1200 granulocytów, 295 tys. płytek. Z wątrobą ciągle nie jest dobrze, ale wypuszczono nas do domu. Mamy się zgłosić planowo 28 grudnia, na kolejny wlew Metotrexatu.

Maciuś czuje się dobrze, choć nie jest idealnie. Zaczęły się problemy z jamą ustną (podobno typowe dla tego etapu leczenia) - stan zapalny, rodzaj grzybicy, który trzeba leczyć objawowo , tzn. np. smarować żelem, przyjmować nystatynę, płukać, itp. To może być dość bolesne, ale na razie nie jest najgorzej. Widać, że ogniska zapalne się zmniejszają, a Maciuś normalnie je i pije. Nie lubi tylko (oj, bardzo nie lubi) wszelkich zabiegów w jamie ustnej , mycia zębów również. A o smarowaniu Dactarinem mówi: "Nie lubię tego. To było nieprzyjemne".

Kuba ma już ferie, więc chłopcy cały dzień spędzają razem. Mniej lub bardziej burzliwie bawią się, ścigają, rysują. Kuba regularnie zabiera coś Maćkowi, albo nie chce mu czegoś pożyczyć, za to Maciek odmawia Kubie zabawy (np. Kuba mówi "jesteś mistrzem Yodą" a Maciuś "teraz jestem zajęty, uciekaj Kubusiu") - więc jest jak w Bollywood, "czasem słońce, czasem deszcz". Kuba przeżywa nieustającą fascynację Benem10 i "Gwiezdnymi wojnami", a Maciek ciągle chce układać jakieś puzzle(zresztą nieźle mu to idzie). Kocha też zwierzaczki - różne. Uwielbia konie, ostatnio podobają mu się też delfiny i wieloryby - namiętnie je rysuje. Zaczął rozróżniać zwierzęta niebezpieczne i potrafi powiedzieć, że czegoś się boi, nawet w bajce (np. krokodyla, rekina). Zadaje też zabawne pytania - spytał niedawno "Czy mama jest jadowita?" (i co tu odpowiedzieć na tak zadane pytanie .... :-) )


Ubieraliśmy razem choinkę (nic się nie stłukło!), a wczoraj piekliśmy pierniczki - bardzo im się to podobało. Maciek nawet się na mnie trochę obraził, bo zabrakło ciasta (było go sporo, przysięgam!) kiedy on jeszcze chciał wycinać foremkami.
(zdjęcie - Kubuś miał w przedszkolu jasełka - stąd korony).
Święta będą skromne. Żadnych 12 potraw, nic z tych rzeczy. Upiekłam dziś ciasto marchewkowe (Maciek asystował siedząc na blacie, miksowanie jest jego ulubioną czynnością kuchenną, nie może go przegapić), a jutro coś ugotujemy. Dzięki nieocenionej babci mamy pierogi i uszka. Chłopcy z pewnością zjedzą coś niekoniecznie tradycyjnego (np. zupę wiśniową). Maciek jest na diecie lekkostrawnej i nie wszystko mu wolno więc żeby nie robić mu przykrości my też będziemy tak jeść. Poza tym pewnie będą jakieś prezenty, opłatek zostanie zjedzony do ostatniego okruszka (Kuba zawsze wyjada) i pobędziemy sami - bo nikt nas nie odwiedzi, my też nigdzie się nie wybieramy. Będzie - mam nadzieję - spokojnie, leniwie, błogo...

I może trochę odpocznę. Ostatnio chyba zaczynam odczuwać zmęczenie. Minęły już prawie 4 miesiące leczenia. Ciągły alert, stres, niedospanie, niedojadanie...Wszyscy mamy dość. A tyle jeszcze przed nami... Mam takie jedno świąteczne marzenie.... Zgadnijcie jakie...

Była kiedyś taka świąteczna piosenka, nie pamiętam kto ją śpiewał: "Bo kto wie, czy za rogiem nie stoją Anioł z Bogiem, i warto mieć marzenia i czekać ich spełnienia..."
Wesołych Świąt :-)

4 komentarze:

  1. Zespół De Su.Pozdrawiamy świątecznie.Janusz,Iza,Emil.

    OdpowiedzUsuń
  2. Musicie bardzo, bardzo wierzyć, że się uda. Pozdrawiam Ania
    P.S. Ja wierzyłam, nam się udało

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochani,
    to macie dokladnie takie Swieta jak my 4 lata temu; tyle ze u nas miedzy drugim a trzecim metotrexatem, a do szpitala wracalismy 30.12. Zyczymy spokojnych Swiat w rodzinnym
    gronie, a ze sie uda to nie ma watpliwosci. Nam
    tez sie udalo.

    Kasia mama Marty

    OdpowiedzUsuń
  4. Wesolych Swiat, Kasiu.
    I zycze Ci tego czego Ty sobie zyczysz najmocniej. Bedzie dobrze, zobaczysz.
    pa. Ewelina

    OdpowiedzUsuń