piątek, 18 grudnia 2009

Uff...nareszcie w domu

Wyszliśmy dzisiaj. To były tylko 4 dni, ale odliczaliśmy godziny do tego wyjścia. Na szczęście nie pojawiło się żadne powikłanie, Maciuś "wypłukał" z siebie Metotrexat prawidłowo i we właściwym czasie a wyniki morfologii ma całkiem przyzwoite (trochę tylko podskoczyły transaminazy, więc musimy podleczyć wątrobę - Maciek będzie przeszczęśliwy, on uwielbia Hepatil i Essentiale Forte). Dlatego mogliśmy wrócić do domu.

Jakoś dziwnie nam było w tym szpitalu. "Dorosła" sala (do tej pory zawsze byliśmy na takiej dla maluchów, z małymi łóżeczkami), brak ulubionej koleżanki Maćka, Majki, kilkudniowe podłączenie do stojaka z kroplówką, właściwie uwiązanie w łóżeczku (zabroniono pacjentom spacerów po korytarzu) - wszystko to sprawiło, że Maciuś był wyjątkowo absorbujący,wymagający, chwilami nawet trudno mi było wyjść np. do toalety. W dodatku zasypiał dopiero ok. 22.00 (a czasem nawet później), więc wieczorami nie miałam czasu ani siły na nic (również na wyjęcie komputera - stąd brak postów). Ja też byłam jakaś rozkojarzona i niepozbierana. W dodatku potworny stres - na sąsiadującym z Hematologią oddziale Onkologii stwierdzono wirusa grypy. Tej grypy. Wirus A/H1N1. Oddział zamknięto (tzn. nie przyjmują nowych pacjentów) i się leczą. A na hematologii pełen komplet pacjentów (w związku z zamkniętą onkologią), jakieś infekcje, pełno obostrzeń i zakazów (stąd m.in. niemożność spacerowania po korytarzu) i - strach. Bo rodzicom nikt (czytaj - lekarze, pielęgniarki) nie mówi, co się dzieje. Tylko że wszyscy (tzn. rodzice) się znają, istnieją telefony komórkowe i wiadomości się przenoszą. Dochodzą jakieś plotki i strach się potęguje - bo przecież cały czas pamiętamy, że nasze dzieci ("onkologiczne") właściwie nie mają odporności i w starciu z grypą nie są równorzędnymi przeciwnikami.
Dlatego właśnie z ulgą wyszliśmy dzisiaj do domu. Następny pobyt planowy 28 grudnia (znowu 4 dni), a jeszcze przed Świętami (23 grudnia) kontrolna morfologia w oddziale dziennym. A teraz musimy: przetrwać mrozy i się nie przeziębić (tzn. pooglądamy zimę z okna), dbać o jamę ustną Maćka (newralgiczny moment - ryzyko stanów zapalnych, a przez nie też można trafić do szpitala), przygotować jakieś Święta (ubrać choinkę, upiec ciasteczka, ugotować barszcz.....itd - ale skromnie i kameralnie). A czego chcemy? Odpocząć. I pobyć razem.
A poza tym - byle do wiosny. Byle do wiosny.

1 komentarz:

  1. Fajnie że już w gronie rodzinnym, rozmawiałam wczoraj z Darią, prosiła serdecznie Was pozdrowić i złożyć Świąteczne Życzenia, co też czynię.
    Buziaczki, zadzwonię - ewa

    OdpowiedzUsuń