środa, 6 stycznia 2010

Na razie - domowo

Byliśmy wczoraj w szpitalu na oddziale dziennym. Morfologia w porządku, Maciek wygląda nieźle, dużo mniej kaszle, nosek ma jeszcze trochę zatkany, ale generalnie - chyba idzie ku dobremu. Dlatego mogliśmy wrócić do domu. Do szpitala planowo idziemy w poniedziałek - na trzeci wlew Metotrexatu.

Na razie jesteśmy sami - to znaczy bez babci, która przyjedzie dopiero w niedzielę. Próbujemy to jakoś ogarniać, choć nie jest łatwo. Maciuś miewa jakieś zmienne nastroje - chwilami jest rozkoszny, radosny, zadowolony, a kiedy indziej marudny, płaczliwy. W dobrych momentach bawi się, biega, śmieje, a w tych trudniejszych chodzi za mną z jednym tekstem: "na rączki". Niewiele trzeba, żeby było "na rączki" - np. gdy powiem, że czegoś nie wolno, nie można, itp. W związku z tym "na rączki" - mój kręgosłup przeżywa ciężkie chwile. Niestety, to chyba częściowo wpływ babci - gdy cokolwiek było nie tak, Maciek płakał czy marudził, ona natychmiast przychodziła mówiąc "Chodź, babcia cię weźmie na rączki, ponosi". Babcia jest niezastąpiona, ale chyba będziemy musiały popracować nad tym noszeniem.
W kiepskich momentach Maciuś zamienia się w małego terrorystę. Nie pozwala mi wyjść do sklepu, nie chce zostać z tatą, to ja mam go karmić, przytulić, umyć itp. Ostatnio nawet płakał pod drzwiami łazienki gdy odkrył, że poszłam się wykapać - o zgrozo! - bez niego.
Dobre momenty to np. wieczorne kąpiele. Maciek je uwielbia. To są "wodowe kąpielki" - bo bez opatrunków, igieł, można sobie popływać w wannie, pochlapać, i to jest wielka doprawdy przyjemność... Tak wielka, że Maciuś na nią czeka czasem pół dnia. Na przykład zdarza mu się mówić w porze zgoła nie wieczornej (obiadowej, popołudniowej)" Już jest ciemno, będę spał, mamusiu umyj mnie" (a wieczorem - "tatusiu już mnie umyj").
Ostatnio Maciuś odkrył też świat morskich stworzeń. Uwielbia delfiny, wieloryby, rekinów się boi ("nie lubię mamusiu"). Kilka razy dziennie oglądamy, czytamy książeczki, układamy puzzle, rysujemy, malujemy - same rybki. A w szpitalu obowiązkowo zatrzymujemy się obok akwariów.
Maciuś rysuje prawie na akord - 10 minut 10 kartek, a na każdej oczywiście wielorybki lub delfinki (no, czasem jeden autobus).
Apetyt zmienny. Właściwie mogłabym non stop gotować zupę wiśniową z makaronem - bo tylko tego się domaga i to kilka razy dziennie. Jeszcze szarlotka, makaron bez dodatków, ewentualnie uduszony kurczak. Jakoś trudno go ostatnio skusić innymi rzeczami.
Takie to moje dziecko ostatnio chimeryczne. Myślę, że z jednej strony to efekt leczenia a z drugiej - nuda. Ciągle siedzimy w domu, w izolacji. Zimę oglądamy właściwie przez szybę (nawet Kuba niespecjalnie doświadcza zimowych przyjemności, bo nie zawsze ma z kim wyjść z domu). Zabawki w końcu się nudzą, bajki też... Ja chyba też miałabym dosyć. Przy tym wszystkim jest bardzo dzielny, znosi te wszystkie leki, zabiegi, kłucia, kroplówki, badania stosunkowo dobrze. Co nie znaczy, że nie chciałby mieć ich już za sobą. Tak jak my wszyscy.
Byle do wiosny.

1 komentarz:

  1. Cieszę się, że wszystko dobrze z Maćka z przeziębieniem. U nas prawdziwa zima, jeździmy prawie codziennie na łyżwy. Dzieciaki wróciły do szkoły, ciężko na nowo po takiej długiej przerwie przestawić się na poranne wstawanie, aby do wiosny...
    Pozdrowionka.
    Trzymaj się Kasiu, jesteś bardzo dzielna!
    Ewa

    OdpowiedzUsuń