niedziela, 3 stycznia 2010

A nie mówiłam - rollercoaster

Od piątku jesteśmy w domu. W nocy z piątku na sobotę Maciuś zaczął brzydko kaszleć, nie miał jednak gorączki. Rano kaszel się zmienił na bardziej "mokry" i pojawił się katar. Temperatura - 37,4 (mierzona w uchu - czyli zawyżona o jakieś 5 kresek). Po telefonie do lekarza dyżurnego pojechaliśmy do szpitala na oddział dzienny. Dyżurująca pani doktor osłuchała Maćka, obejrzała i stwierdziła, że to chyba jakiś wirus. Biorąc pod uwagę dobre wyniki morfologii (5 tys. białych krwinek) pozwoliła nam jechać do domu i kazała leczyć objawowo, jak każde przeziębienie (czyli w ciepełku, dużo płynów, inhalacje z soli fizjologicznej, cebion, itd.). Oczywiście jeśli pojawi się gorączka lub cokolwiek innego niepokojącego - jedziemy do szpitala.

Siedzimy w domu, wygrzewamy się, Maciuś jest ostro zakatarkowany ale ciągle bez temperatury. Niestety, znowu pojawiło się coś czerwonego w jamie ustnej, więc doszły kolejne leki i bardzo nielubiane przez Maćka smarowanie Daktarinem.

A ja znowu jestem niespokojna, ciągle czujna (bo przecież w każdej chwili może się okazać, że znowu na Litewską! nawet torbę mam spakowaną na wszelki wypadek...), nie potrafię się wyluzować, chyba nawet niespecjalnie pamiętam jak to się robi... I wiecie co, nie robiłam sobie żadnych noworocznych postanowień, myślałam tylko, że od teraz już wszystko będzie dobrze, że pewnie będą jeszcze trudne chwile, ale generalnie celem jest sukces, w bliższej lub dalszej przyszłości ale jednak - sukces. Tymczasem jeden katarek (mam nadzieję, że jednak tylko - katarek) - a ja znowu jestem przestraszona, wątpiąca, zniechęcona. Wtedy trudniej myśli się o sukcesie, o tym, że będzie dobrze, bo musi być . Po prostu.

Tymczasem - trzymajcie kciuki za katarek - żeby okazał się tylko katarem. We wtorek czeka nas wizyta kontrolna w oddziale dziennym, mam nadzieję, że dotrwamy do niej w domu.

2 komentarze:

  1. Trzymamy kciuki za pozbycie się kataru! Proszę się nie poddawać i nie załamywać, wszystko będzie dobrze - trzeba w to wierzyć!! Pozdrawiamy ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też trzymam kciuki z całej siły!!! Będzie dobrze :)Maćkowi życzę dużo zdrówka, a Tobie Kasiu dużo siły i wiary w sukces.Pozdrawiam gorąco Sonia

    OdpowiedzUsuń