środa, 24 lutego 2010

A jednak przerwa?

Znowu mam zaległości w pisaniu, nie wyrabiam się czasowo, a jak już mam czas to okazuje się - tak jak wczoraj - że nie mamy połączenia z internetem. To się nazywa złośliwość przedmiotów martwych.

Hepa - Merz  (i te kciuki mocno zaciśnięte :- ) ) zrobiły swoje i wątróbka Maciusia wróciła do względnej normy. W piątek wypisali nas ze szpitala i mamy wreszcie coś w rodzaju przerwy. Ja oczywiście cały czas obawiam się, co może nam sie przytrafić (jakoś do tej pory nie mieliśmy szczęścia do  przerw, ciągle coś się działo), ale na razie jest nieźle. Maciek co prawda ciągle ma katar (już drugi tydzień) i sporadycznie jeszcze pokaszluje, ale nie ma gorączki, dobrze wygląda i tak tez chyba się czuje. Energii mu nie brakuje, ma niezły apetyt. Szaleją strasznie z Kubą, biegają, krzyczą, bawią się w rożne dziwne rzeczy i mimo że Maciek nie zawsze rozumie czego oczekuje od niego brat i o co w tej zabawie chodzi, to jakimś cudem obaj są usatysfakcjonowani. Muszę przyznać, że jakoś się dogadują. W ich wzajemnych relacjach zaszła epokowa zmiana - zdarzyło się, że Maciek broniąc swoich interesów (czytaj - trzymanej w ręku zabawki) uderzył Kubę. Dzisiaj nawet rzucił w brata metalową (oj, bolącą przy uderzeniu) lokomotywką. Kubę tak zaskoczyły te rękoczyny, że nawet nie zareagował (a po bliskim spotkaniu z lokomotywą nawet się biedny popłakał). Do tej pory właściwie bez większych trudności  np.zabierał Mackowi zabawki, odpychał go od czegoś czy też próbował dawać mu kuksańce. Teraz już wie, że nie ma tak łatwo i że brat może się bronić. I to skutecznie. Swoją drogą ten nasz synek wyrasta na małego łobuziaka - najpierw brzydkie słowa, teraz bijatyki...Boję się myśleć, co jeszcze przed nami.

A propos biegania - ulubionej rozrywki naszych dzieci , znienawidzonej zapewne przez sąsiadów z dołu  i ciągle przeze mnie - nieskutecznie - tępionej (bo niebezpiecznie , można się przewrócić, stłuc to i owo, bo sąsiedzi,  itd....). Ostatnio rozmawiałam z Mackiem o bieganiu:
Maciuś - "Bardzo szybko biegam, jestem szybki jak tygrys"
Ja - "A Kubuś tez jest szybki?"
Maciuś - "Tak, Kubuś jest szybki jak gepard"
Ja - "A mama?"
Maciuś - "Mamusia jest szybka jak krowa"

Hm. Czasami chyba lepiej nie być zbyt dociekliwym.

Zapomniałabym - Maciek zaczął wychodzić na krótkie(takie od 10 do 30 minut) spacerki! Jak dobrze policzyć, to on przez pół roku nie był na spacerze. Bo - szpital, infekcja, zima, mróz, słabe wyniki, itp. A teraz pomyślałam że właściwie moglibyśmy wychodzić na troszkę. Kaszel ma już właściwie schyłkowy, katar wygląda na alergiczny czyli nieinfekcyjny a morfologia jest w porządku. Przy tym jest dość ciepło, pod blokiem mamy zaciszne, bezwietrzne miejsce (taką studnię), bezludne w południe. Przy okazji odprowadzania lub odbierania Kubusia  ze szkoły (tzn. robi to zaprzyjaźniona mama , my tylko czekamy z Kubą lub na Kubę pod blokiem) spacerujemy. Maciek po kilkanaście razy pokonuje schody, zachwyca się kałużami, studzienkami, zaparkowanymi autami i innymi rzeczami, na które normalnie raczej nie zwracamy uwagi. I jest z tego powodu baaardzo szczęśliwy.

Na zakończenie - w szpitalu mamy się stawić 1 marca. Zrobią Maćkowi badania i jeśli będą dobre wyniki, rozpoczniemy protokół II czyli powtórki. Maciek będzie dostawał doustnie sterydy oraz dożylnie chemię, taką jak na początku leczenia (będziemy na nią przyjeżdżać na oddział dzienny). Będzie to trwało krócej niż wtedy, ale trzeba się liczyć z tym, że znowu spadną wyniki, będzie obniżona odporność, pewnie trzeba będzie dostawać krew (tak to jest na tym etapie). Cóż, zobaczymy.

Jeszcze kilka zdjęć. Poniżej Maciuś  bawi się w chowanego w naszej szafie:



Dwóch facetów, jeden laptop i zero rękoczynów - nie jest źle:
 

Wieczorne młodych polaków rozmowy:
I na koniec dzieło Maćka - wieloryb. Miłość do stworzeń morskich nie słabnie, odnoszę wrażenie, że wręcz się nasila. Maciek wykonuje po kilkanaście (albo i więcej) obrazków dziennie. To zdjęcie ma charakter historyczny - synek zdjął rysunek z lodówki (bo chciał dorysować "duże zębiska") i niestety - celowo lub w twórczym szale - zniszczył go. A wieloryb był wyjątkowej urody, popatrzcie:
 
Będę kończyć, bo znowu ktoś mnie spyta, kiedy ja sypiam.  Już za chwilkę będę spać, obiecuję. Dobranoc.

3 komentarze:

  1. Świetnie, że sobie spacerkujecie!Życzymy Wam aby Słonko świeciło i by na spacerkach było beztrosko i miło! Dorota i Tomek

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia, fajnie, że jednak się udało :)))
    Nawet jeżeli tylko do 1 marca. Ten pierwszy tydzień ze sterydami też jest lajtowy, bo wyniki rosną.
    Apetyt też :)
    Potem pewnie przydadzą Wam się kciuki, ale dacie radę :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaglądam tu do Was od jakiegoś czasu i mocno trzymam za Maciusia kciuki. Z całej siły. Będzie dobrze. A nawet lepiej.

    OdpowiedzUsuń