poniedziałek, 8 marca 2010

Króciutko ...

...bo muszę trochę odespać różne zaległości.
Szpital zaliczony, chemia przyjęta (dokładniej mówiąc - aż 3 różne leki). Maciek zniósł ten dzień mężnie, mimo że spędziliśmy go w całości w szpitalu (wyszliśmy z domu przed 7 rano a wrócilismy przed 19). Wyniki są dobre - zarówno morfologia jak i transaminazy. Nie było żadnych przygód - tzn. żaden z leków Maćka nie uczulił (bałam się tego, bo pamiętam niestety różne mrożące krew w żyłach historie, np. o duszącej się po podaniu L-Aspy Lence ).

Apetyt dopisuje, brzuszek Maćka coraz większy. Nastrój ciągle zmienny, chwilami rozdrażnienie, irytacja, czasem smutek, apatia (moja koleżanka mawiała w takich sytuacjach "nastrój na kształt glisty"...) i ciągła potrzeba przytulania się, bycia blisko (Maciuś mówi wtedy "przytul mnie, pocałuj mnie, kocham cię, na raczki" itp. itd. ). Jest jednak światełko w tunelu - wczoraj przyjechała babcia i  Maciek bardzo się z tego ucieszył. Był ożywiony, radosny, bawił się z babcią, rysował, oglądał ksiażeczki, jednym słowem - trochę się ode mnie odkleił. I oby tak dalej.

Do szpitala idziemy znowu w czwartek.

1 komentarz:

  1. Trzymamy kciuki za Maciusia i ślemy też pozytywną energię dla domowników, żeby sił było pod dostatkiem!
    Gocha&company

    OdpowiedzUsuń