poniedziałek, 1 marca 2010

Leczymy się!

Rozpoczęliśmy dzisiaj drugi protokół leczenia. Pół dnia spędziliśmy w szpitalu - badania, czekanie na wyniki i zalecenia -  wyszliśmy stamtąd o 15. Wyniki Maćka są dobre - 7,3 tys. białych krwinek, hemoglobina 12,4 ,  367 tys. płytek,  2,8 tys. granulocytów. Transaminazy w normie - czyli wątroba w porządku. CRP - ujemne. Maciek ma sporo energii, wielki apetyt (a sterydy zaczął brać dopiero dziś wieczorem!, co to będzie za kilka dni...) i dość dobry humor. Od dwóch tygodni męczy go za to katar i kaszel, chyba też swędzą go, drażnią oczy - często je pociera. Nie ma gorączki. Kaszle brzydko i niepokojąco, i męczy go to bo np. wybudza  w nocy. Był dzisiaj oglądany i osłuchiwany i oczywiście wszystko jest ok. - tzn gardło jest blade, nie ma zmian osłuchowych w płucach i oskrzelach. Zrobiono nam nawet prześwietlenie klatki piersiowej - wszystko jest dobrze. Czyli - alergia. Już to przerabialiśmy. Maciek bywał u alergologa od momentu kiedy skończył rok, właśnie z powodu kaszlu i kataru. W całym tym naszym chorobowym zamieszaniu zapomniałam sprawdzić kalendarz pylenia - tak, mimo że jeszcze zima to już pyli np. leszczyna i olcha. Musimy więc wrócić do inhalacji i leków wziewnych. Oczywiście doszły jeszcze nowe leki (tzn. brane na wcześniejszych etapach leczenia), więc Maciek nie powinien być zawiedziony, syropków ma całkiem sporo. Ten tydzień spędzamy w domu przyjmując leki, do szpitala mamy się zgłosić 8 marca, Maciek ma wtedy dostać chemię (i to niejedną).

W szpitalu - jakieś dantejskie sceny , potwornie oblężona izba przyjęć - dzieci onkologiczne wchodzą co prawda bez kolejki, ale zdarza się, że tworzy się kolejka  pacjentów onkologicznych . Na oddziale dziennym oblężone wszystkie łóżka. Jest bardzo dużo chorych. Sporo jest też nowych przypadków onkologicznych - w styczniu podobno 12 (a w całym ubiegłym roku 56).

Wybaczcie, jakoś niemrawo mi się dzisiaj pisze. Odczuwam chyba jednak jakieś przesileniowe zmęczenie, może to zresztą dzisiejszy dzień mnie wypompował. Zawsze funkcjonowałam tak,  że mogłam późno zasnąć, ale rano musiałam pospać przynajmniej do 8. Ostatnio niestety nie jest mi to pisane. Nie wiem czy wiecie, ale zbliżanie się wiosny  można  rozpoznać po tym, że dzieci coraz wcześniej wstają (szczególnie w weekendy). Nasze ostatnio doszły do 6.30. Ale ciągle się rozwijają, kto wie, co będzie za czas jakiś, aż boję się myśleć...Natychmiast lądują w naszym łóżku, Maciek żąda mleka i bajek (prawie jak chleba i igrzysk, nieprawdaż?), Kuba herbaty miętowej. Robię im to prawie po omacku a potem kompletnie niepedagogicznie pozwalam włączyć bajki. I czasami udaje się jeszcze trochę poleżeć, a nawet na momencik przymknąć oczy... Sielanka kończy się jednak stosunkowo szybko, potem zaczynają się pytania, przez które kiedyś pewnie osiwieję. "A co to znaczy kupa?" (Maciek) "A co było zanim powstał wszechświat? Jak to się właściwie stało?" (Kuba) "A co to znaczy jak na drożdżach?" (Maciek) "A jak jest po angielsku słoń, rekin wielorybi, kocham cię, nie chcę spać, itd.....?" (Kuba i Maciek). I wiele, wiele innych....

Na koniec jeszcze o Maćku. Ostatnio z rozczuleniem obserwujemy jak kształtuje się tożsamość - na każde nazwanie go małym (czasem Kubuś mówi  "bo mały..." ) reaguje poważną miną i mówi "Ja nie jestem mały. Ja jestem Maciuś".

3 komentarze:

  1. SERDECZNIE POZDRAWAIAMY!!OSTATNIA PROSTA PRZED WAMI...TRZYMAJCIE SIĘ NA ZAKRETACH....DOROTA MAMA GABRYSIA

    OdpowiedzUsuń
  2. jesteście niesamowici, że znajdujecie siły na to wszystko! trzymam za Was gorąco kciuki!!!! pozdrowienia dla Rodzinki. Ania

    OdpowiedzUsuń
  3. No to teraz już naprawdę ostatnia prosta. Dasz radę, Maciuś!
    Kasia, trzymajcie się ciepło

    OdpowiedzUsuń