wtorek, 16 marca 2010

No i jesteśmy w domu...

....od wczoraj. W chwili kiedy Robert przywiózł mi zakupy i trochę potrzebnych rzeczy, ubrań, przyszła Pani Doktor i stwierdziła, że właściwie możemy iść dzisiaj do domu. Kompletnie się tego nie spodziewaliśmy. Po prostu wyniki Maćka były dobre (tylko białka trochę za mało, więc dostaliśmy albuminy), nic nie wskazywało że to rotawirus, problem z trzustką lub innym organem (na szczęście!).Więc - jest ok. Co prawda dalej nie wiadomo dlaczego Maciek tak zareagował, ale już się nauczyłam , że nie zawsze można wszystko wyjaśnić. I tyle.
Po wszystkich kroplówkach pozwolono nam pójść do domu. Oddział jest tak zapchany, że na nasze łóżko na korytarzu już czekało kolejne dziecko (tak jest ostatnio ciągle, bardzo dużo nowych przypadków, zdarza się, że dzieci muszą czekać na miejsce, żeby móc rozpocząć planowe leczenie... - od lat mówi się o potrzebie zbudowania nowego szpitala onkologicznego dla dzieci, ale ciągle go nie ma, a warunki leczenia stają się coraz trudniejsze).Udało nam się dotrzeć do domu  po 19. Zamierzałam coś tutaj napisać, ale nie dałam rady - jak już dzieci zasnęły rozpakowałam torby a potem musiałam je od nowa spakować, ale tym razem na pobyt dzienny. Byliśmy tam dzisiaj. Wyniki znowu były dobre, więc Maciek mógł dostać kolejną chemię (dokładniej mówiąc trzy - L-Aspę, Doxorubicynę i Onkovinę plus Cardioxan osłaniajacy serce i płyn nawadniający ). Zniósł te leki dobrze. Gorzej było z jego apetytem, dokładniej mówiąc - z nadmiarem apetytu i zachciankami. Po wczorajszym późnym powrocie do domu nie zdążyłam ugotować nic oprócz makaronu , dzisiaj rano też nie dałam rady (wyszliśmy z domu przed 7). Zabrałam ze sobą sporo jedzenia, ale akurat nie to, o czym Maciuś marzył (pulpecik!). Szpitalny obiad też nie spełniał oczekiwań, choć pani dietetyk doniosła mi z innego oddziału coś innego niż było na dziennym . Przetrwaliśmy jednak jakoś, moja cierpliwość jest mocno trenowana, ale daliśmy radę (na szczęście w przerwach między jedzeniem i marudzeniem na temat jedzenia, żądaniem kolejnych posiłków lub rzeczy absolutnie niedozwolonych Maciuś zasypia - bo sypia  teraz sporo - i wtedy można złapać oddech). Wyszliśmy ze szpitala po 17. Następne leczenie - w piątek.

Maciuś ciągle marudny, smutny, zmęczony, niczym nie zainteresowany. Apatyczny i senny. Mało komunikatywny. Ten Dexametazon (steryd) to taki potwór, który kompletnie zmienił nam synka. Marzę o chwili, kiedy będzie już odstawiany i Maciek znowu będzie uśmiechnięty, pogodny, gadatliwy, będzie z lubością powtarzał zasłyszane gdzieś przekleństwa, bił swojego brata, buszował w zabawkach, rysował setki obrazków i namiętnie oglądał książeczki, późno zasypiał ..... Już niedługo. Już niedługo.

A jutro są moje urodziny. Nie napiszę które. Pomyślcie o mnie ciepło. Niech to będzie  miły, spokojny, leniwy domowy dzień. Tego sobie życzę na jutro (bo tak generalnie to wiecie jakie mam marzenia...).

6 komentarzy:

  1. Najlepsze życzenia!!! STO LAT!!! Spełnienia wszystkich marzeń ;-)))))) A w szczególności tego jednego ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, zycze spokojnego, fajnego dnia. I niech spelniaja sie wszystkie Twoje marzenia. Zwlaszcza to jedno, najwazniejsze. 100 lat! Sciskam mocno - Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu, życzę Ci żeby jak najszybciej wróciło do Was nudne, spokojne życie ze zdrowym, rozrabiającym Maciusiem. A następne ... osiemnaste urodziny żebyś spędziła z lampką szampana w ręce i kochającym mężem przy boku!
    Gocha

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu!
    W dniu Twoich urodzin życzymy Ci spełnienia marzeń, zwłaszcza Tego Jednego. Życzymy samych spokojnych i radosnych chwil. Przesyłamy moc buziaków.
    Dorota, Tomek, Zuzia i Małgosia

    OdpowiedzUsuń
  5. przesyłam Ci wszystkie wspaniałosci świata...a Ty wybierz z nich te ,które przyniosą Ci szczęscie..Dorota mama Gabrysia

    OdpowiedzUsuń
  6. moc pozdrowień urodzinowych! trzymaj się ciepło, trzymam kciuki nieustannie!!! Ania

    OdpowiedzUsuń