piątek, 26 marca 2010

Ta noc była długa...

...wykrakałam.

Maciuś zasnął słodko dzięki Hydroksyzynie. Niestety, spał tylko do 3 w nocy. Potem znowu zażądał jedzenia. Oszczędzę Wam opisu, było ciężko. Skończyło się kolejną dawką Hydroksyzyny, trochę po 5 rano. Maciek zasnął o 5.30, a ja o 6 właściwie musiałam wstać - zasady szpitalne. Jeśli myślicie że Maciej musiał odespać zarwaną noc to grubo się mylicie - wstał o 6.30. Zgadnijcie jakie były jego pierwsze słowa do mnie...Na szczęście dzisiejsze wyniki mamy dość dobre, większość parametrów w normie i w nagrodę, jak mówi Pani Doktor, mogliśmy dostać kolejną chemię (Doxorubicynę, Onkowinę). Najsłabszy wynik to niestety liczba białych krwinek - tylko 500, czyli słaba odporność. Enzymy trzustkowe w normie. Pani Doktor pozwoliła Maćkowi jeść więcej rzeczy, oczywiście lekkostrawnych. Powiedziała mi, że mam go  nie głodzić. To nam raczej nie grozi. Maciej jest uporczywie monotematyczny, właściwie cały dzień mówił o jedzeniu. Była jednak dłuższa chwila, kiedy  zajął się kolorowankami i lepieniem z plasteliny. I chyba mówi już wyraźniej. Ciągle jest jednak rozdrażniony, chimeryczny, marudzący. Na szczęście sterydy już kończymy. Uff.

Na dworze wiosna, marzę o spacerach! Na razie jednak Maciek nie chce być z Robertem, pardon - on po prostu ciągle chce być ze mną, histeryzuje okropnie przy próbach zamiany na posterunku przy jego łóżku. Muszę więc poczekać. Wiosnę - a wręcz lato - mamy też w szpitalu. Wyobraźcie sobie, że ciągle grzeją kaloryfery, nie mają regulacji i nie da się ich zakręcić. A nie zawsze da się wietrzyć (osłabione dziecko + przeciąg = choroba, czasem tak jest naprawdę, ale niektórzy rodzice boją się trochę na wyrost i nie zgadzają się na otwieranie okien). Więc mamy cieplutko. Ale nawet nie wychodząc ze szpitala i grzejąc się w tych cieplarnianych warunkach czuję wiosnę. Powietrze inaczej pachnie - nawet jeśli czuję je przez uchylone okno.

Miłego weekendu Wam życzę. Mój będzie szpitalny i mocno przewidywalny,pewnie w dużym stopniu związany z konsumpcją. Ale Wam życzę czegoś intensywnego i spontanicznego.

5 komentarzy:

  1. tak bardzo trzymam kciuki za Maciusia ...jest cudowny :) a Pani życzę dużo sily...jest Pani wspaniała mamą.iwona32

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia, leżycie w "piątce"?
    Może chociaż rozszczelniajcie to górne okno?
    Da się tam wleźć i można wepchnąć papier i skleić taśmą od pielęgniarek.
    Wiem co czujesz dokładnie - zwariować tam można...
    Trzymaj się kochana, oby jak najszybciej Was wypuścili.
    Kaloryfery wyłączają 1 czerwca :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. przytulam małego biednego głodnego Maciusia i przesyłam mnóstwo dobrej energii dla dzielnych Rodziców! ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana Kasiu i Maciejku. Mysla i modlitwa z Wami. Dacie rade i wszystkie kolejne wiosny beda z pewnoscia 100% wiosenne- bez kaloryferow do 1 czerwca. Pozdrawiam
    MAGDA (wielbicielka Maciejkowego bloga)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasia, pozdrawiam Was i sciskam. Ciesze sie ze wyniki wracaja do normy. Oby tak dalej! Duzo pozytywnej energii przesylam! Pa. Ewelina

    OdpowiedzUsuń