środa, 14 kwietnia 2010

"Jestem małym łobuzkiem"

Tak, zdecydowanie jest lepiej!

Maciek bierze już tylko jeden antybiotyk - Klacid. W badaniach okazało się, że tym, co siedzi w jego płuckach, jest atypowa bakteria, na którą działa właśnie ten lek. Na szczęście - to nie był grzyb (uff, grzyby leczy się bardzo ciężko i nie zawsze z sukcesem...). Dużą część dnia spędzamy bez "smyczy" - tzn. bez uwiązania do żadnej kroplówki. Dzięki temu z wielką radością i zapałem trenujemy chodzenie. Sprawność wraca Maciusiowi naprawdę szybko - wczoraj chodził prowadzony za dwie rączki, dzisiaj wystarczała mu jedna ręka i próbował zupełnie bez trzymanki. Cieszy się przy tym tak szczerze, bije sobie brawo...Jest cudny. Znowu jest sobą. Gada (gada!), przestał sypiać w dzień, bawi się, maluje, taśmowo wykańcza książeczki z naklejankami (wykupuję je w okolicznych sklepach, niedługo albo ich zabraknie albo my zbankrutujemy...), namiętnie ogląda książeczki ze zwierzątkami (rybki, zwierzaki sawanny, dinozaury), szczególnymi względami obdarzając te największe i najbardziej niebezpieczne(wieloryby, rekiny, delfiny, słonie, hipopotamy, nosorożce, krokodyle, tyranozaury....). No i przede wszystkim - uśmiecha się, śmieje, przytula, żąda całusków, sam całuje...Wygląda na radosnego i szczęśliwego. I prawie zdrowego.

Problem jest tylko z jedzeniem i piciem. Dzisiaj odstawiono nam już zupełnie worek żywnościowy (żywienie pozajelitowe) i Maciek powinien zacząć samodzielnie jeść (bo jest już bez wspomagania). Idzie mu to opornie. Walczymy. Domowe jedzonko jakoś jeszcze wchodzi, choć też nie wszystko. Cóż, powalczymy. Może to wymaga jeszcze czasu. Fajnie byłoby gdyby jednak jadł - Pani Doktor powiedziała mu dzisiaj, że ma jeść, bo ona chciała go już niedługo wypisać do domu (do domu!).

A teraz kilka zdjęć. Zostały zrobione w szpitalu, w czasie imprez organizowanych przez Fundację Spełnionych Marzeń.
W czasie styczniowego koncertu - Maciuś jeszcze z włoskami.



Przedwielkanocne  bliskie spotkania z....Gwiezdnymi Wojnami. Maciuś tym razem bez włosków. I rzęski niestety też wypadły... Odrosną, wiadomo, ale...


Dobranoc. Niech Moc będzie z nami. I z Wami też.

6 komentarzy:

  1. Huraaaa, tfu tfu, nie zapeszam, ale... niesamowicie się cieszę! :) trzymajcie tak dalej. A Maciuś jest przepięknym chłopcem :)

    ściskam gorąco, kciuki trzymam dalej i moc odwzajemniam ;)

    pozdrawiam
    ania

    OdpowiedzUsuń
  2. kasiu,
    ciesze sie przeogromnie. wiedzialam, ze bedzie dobrze, wierzylam!!! to bylo przesilenie, najgorszy kryzys za wami. teraz juz wiesz, ze masz bardzo dzielnego i silnego synka, ktory wyjdzie zwyciesko z tej walki. Bedzie zdrow!! Jest cudny! Da rade, tak jak wiele, wiele innych dzieci, ktore poznalam podczas moich wielotygodniowych pobytow na tym oddziale. znam tam kazdy kat, kazda sale, wiele tam przezylam - dobrego i troche zlego. Wiem, ze nasze kochane, male szkraby z ALL w ogromnej wiekszosci wychodza z tej choroby. przechodza dzielnie przez wszystkie etapy chemioterapii a czasem i radioterapii i zaczynaja normalnie zyc. NORMAlNIE bez zadnych sladow po przebytym cierpieniu. Przesylam buziaki dla Maciusia :}}
    richeza

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasia, jak sie czyta ten post to czuc Twoja radosc. Zobaczysz, wszystko bedzie dobrze. Jestescie bardzo dzielni a Macius to silny facet. Trzymam za Was kciuki bez przerwy. Usciski, Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu,
    Jestesmy z Wami w tych wszystkich chwilach.
    Pozdrawiamy Was gorąco.Małgosia Marek i Bartek Murza

    OdpowiedzUsuń
  5. Dajesz Maciek! Lato idzie!!!
    Nowy

    OdpowiedzUsuń
  6. To są super informacje!!! Niedługo wrócicie do domu i ten ostatni okres waszego życia będzie już tylko zamazanym wspomnieniem. Jesteście silni i dzielni:)
    Mocno Was ściskamy i niech MOC WAS nie opuszcza. ewa

    OdpowiedzUsuń