środa, 12 maja 2010

Ciągła huśtawka

Znowu tkwimy w szpitalu.

Po kolei. W niedzielę zgłosiliśmy się do szpitala na pierwszy cytosar z drugiej serii. Obawialiśmy się, że nic z tego nie będzie - rano Maciek miał temperaturę (między 37,5 a 38 stopni -  nie wiem dokładnie ile, temat termometrów i rzetelności dokonywanych nimi pomiarów to materiał na dłuższą wypowiedź, nie teraz). Nie było konieczności podania leku, temperatura sama spadła.  Oczywiście Maciuś w znakomitej formie, ze standardowym katarkiem i pokasływaniem (alergicznym), niezłym apetytem (choć niestety wybiórczym, nie na mięso, a szkoda), z dużym zapasem energii. Powiedzieliśmy dyżurnemu lekarzowi o tej gorączce, ale on po zbadaniu Maćka i zmierzeniu mu temperatury (36,7) zdecydował o podaniu cytosaru. I odesłał nas do domu.

W poniedziałek Maciuś miał nakłucie lędźwiowe, dzielnie wytrwał na czczo, kiepsko zniósł narkozę - był po niej potwornie pobudzony, agresywny, krzyczący, wierzgający, nawet relanium go nie uspokoiło, dopiero po 45 minutach zasnął ze zmęczenia. Zrobiono nam badania i okazało się, że Maciek potrzebuje krwi (hemoglobina 8,6), nie ma zbyt wielu leukocytów (1,2 tys, w tym tylko 0,3 granulocytów) a CRP wynosi 3,3 (norma 0-1), co świadczy o jakimś stanie zapalnym. Dostaliśmy antybiotyk doustny i Pani Doktor puściła nas do domu.

W nocy niestety Maciuś gorączkował, musiałam mu podawać leki zbijające temperaturę. Wstałam rano z przeczuciem, że trafimy do szpitala. Maciuś za to obudził się pogodny i uśmiechnięty, zażądał śniadania (i to dość sporego), a potem znowu chciał rozmawiać o zwierzątkach ("Mamusiu, usiądź obok mnie, porozmawiamy o zwierzątkach", "Czy zebra to koń czy zebra?"). W szpitalu czekała na nas krew i cytosar oraz skierowanie na rentgena i morfologię. Prześwietlenie właściwie nic znaczącego nie wniosło, a z badania krwi wyszło, że urosła nam ilość granulocytów (do 0,9), ale CRP niestety też (do 7). I musieliśmy zejść z oddziału dziennego na zwykły. Maciuś się popłakał, jak mu powiedziałam, że nie możemy pójść do domku. Ja też miałam ochotę się poryczeć, ale musiałam trzymać fason przy Maćku.

I jesteśmy na oddziale. Bardzo, ale to bardzo nie chcę tu być. Wiem, że trzeba, ale po prostu coraz gorzej psychicznie znoszę  pobyty w szpitalu. Maciuś czuje się dobrze, nie skarży się na nic. Ma  jakąś wysypkę, lekarze przypuszczają, że może to być uczulenie np. po krwi, którą wczoraj dostał. Miewa podniesioną  temperaturę , ale ona szybko jest zbijana . Gada, gada, gada, bawi się, rysuje, namiętnie ogląda książeczki z dinozaurami, układa puzzle, ogląda bajki - naprawdę pod tym względem nie jest źle.

Co będzie dalej - nie wiem. Zobaczymy. W pewnym sensie dziś była wiekopomna chwila - uwaga fanfary - dostaliśmy ostatni cytosar, to nasza ostatnia chemia. Zakończyliśmy etap intensywnego leczenia chemicznego. Teraz czeka nas doustna chemia podtrzymująca. A my w szpitalu....Trzymajcie za nas kciuki, bo bardzo chcemy do domu.

9 komentarzy:

  1. Kasiu! Jeszcze trochę, trzymaj się, niedługo będziecie w domu. Życzymy Wam tego z całego serca i trzymamy kciuki:)))ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu,wspieram Cie,wiem jak okropnie banalnie brzmia te slowa,ale plyna prosto z serca.Wiem,ze dasz rade.Musisz dac.Macius jest kochany.Bedzie dobrze(ja to wiem)

    OdpowiedzUsuń
  3. gratulacje:) trzymamy kciuki, żebyście już wyszli w końcu ze szpitala. i to a dobre. i to szybko!
    pozdrowienia
    Mama Misia

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu, Kasia...
    Sama nie wiem co napisać...
    Dobrze, że granulocyty rosną...

    I super, że skończyliście - więcej się w szpitalu nie pojawicie - zobaczysz :)))

    A jaki macie antybiotyk?

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki z całej siły!!Uda się napewno!!
    Sonia

    OdpowiedzUsuń
  6. trzymamy kciuki, trzymamy nieustannie!!! modlę się za Was ciepło, bądźcie dzielni jeszcze trochę, a potem wszystko nadrobicie i zdążycie się nacieszyć domem, jestem pewna!
    ania

    OdpowiedzUsuń
  7. jeszcze troszke, jeszcze troszke !!! a potem fajrant!
    nowy

    OdpowiedzUsuń
  8. z całych naszych sil trzymamy kciuki za maciejke!nawet nie próbujemy sobie wyobrazić , co teraz czujecie...ale już niedługo, już niedługo. Mamy nadzieje\e, że kiedy już macius będzie zdrowy - nadal będziecie pisać bloga:)
    Mama Oskarka

    OdpowiedzUsuń
  9. całuski ,uściski...jeszcze chwilka i już...wszystko będzie tak jak u nas-dobrze!Dorota

    OdpowiedzUsuń