sobota, 15 maja 2010

A miałam nadzieję, że już nie będzie weekendów szpitalnych...

Naiwna...
No dobrze, właściwie nie mogę narzekać. Jest lepiej. Maciek od kilku dni nie ma gorączki. Wysypka zbladła. Nie pojawił się żaden nowy objaw. Oczywiście nie obyło się bez stresu. Trafiliśmy na oddział z CRP (wskaźnikiem stanu zapalnego) wynoszącym 7. W czwartek, gdy Maciek już nie gorączkował  i byłam przekonana, że jest lepiej okazało się, że przy dobrej morfologii i  przyzwoitych transaminazach CRP wzrosło do 16. To jest dużo, naprawdę. Potwornie się przestraszyłam, od podobnego wyniku zaczęło się niedawne  zapalenie płuc.Tymczasem teraz Maciuś naprawdę nie wyglądał na chorego. Pani Doktor powiedziała, że CRP może się podnosić z opóźnieniem, nawet do 24 godzin - czyli stan zapalny się zmniejsza, ale wskaźniki będą jeszcze wysokie. Maciek dostał też drugi antybiotyk - do Klacidu dołączyła Netromycyna. Dzisiaj (po dwóch dobach zastanawiania się, co też może się dziać w moim dziecku takiego, że nie daje żadnych objawów) w kolejnych badaniach okazało się, że CRP spadło do 3,5 (norma 0 - 1). Ulżyło mi, i to jak. Mam nadzieję, że będzie spadało dalej (trzymajcie kciuki!) i że nic nowego nam nie wykiełkuje.

A Maciuś szaleje w łóżeczku, chciałby się ścigać w pokoju i po korytarzu, gada non stop, śmieje się, ma energii więcej niż ja, jest w naprawdę dobrej formie. Zaczął jednak okropnie się nudzić - nie bawią go jego zabawki, książki, nawet te najbardziej ulubione zajmują na krótko,  komputer też nie wzbudza takich emocji jak kiedyś. Po prostu Maciuś ma dość szpitala, za często tu bywaliśmy i prawie na pamięć mamy opanowany zestaw gier, zabaw i rozrywek możliwych do zrealizowania w szpitalnym łóżeczku. Oboje mamy dość. Najwyższy czas do domu.

Uświadomiłam sobie ostatnio, że zbliża się rocznica naszego pierwszego kontaktu ze szpitalem, z oddziałem onkologii. To były potwornie trudne chwile. Niestety, pamiętam je... Teraz też zdaję sobie sprawę z rzeczy, o których wtedy nie miałam pojęcia., nie byłam ich świadoma...Np. pierwszego dnia w szpitalu rozmawiał ze mną i oglądał Maćka szef anestezjologów. Dopiero po czasie dotarło do mnie, że rozważano umieszczenie Maciusia na OIOM - ie...I jeszcze że ordynator oddziału przychodził do nas codziennie rano pytać, co słychać a ja byłam tym usatysfakcjonowana, oczarowana  - teraz wiem, że on przychodzi do trudnych przypadków (w przerwach między sprawdzaniem, czy rodzice aby nie za długo śpią ....) Rany, to już rok... Nasze życie stanęło na głowie, zwariowało. Ale ciągle żyjemy, przetrwaliśmy, mimo że wiele razy bałam się, czy damy radę. To już rok. W szpitalu czasami czas płynie jakoś powoli i rozwlekle. A tu mimochodem minął rok....

5 komentarzy:

  1. i te wszystkie złe chwile miną i będziecie szczęśliwi, aż to wszystko stanie się tylko złym snem. mocno w to wierzę. modlę się za Was gorąco i mimo, że tylko myślami, jestem z Wami i z całej siły trzymam kciuki.
    pozdrawiam, ania

    OdpowiedzUsuń
  2. i za chwilę ,za mały moment poczujesz że wszystko będzie dobrze ,i tak jak my będziecie się cieszyć każdym dniem z tęsknotą wyczekując następnego....tego Wam serdecznie życzę- Dorota mama Gabrielka

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też pamiętam te Wasze początki. I Maciusia, który tak po prostu, biedniutki, leżał :(.

    Kasia, chyba podobnie jak my wszyscy - rodzice chorych dzieci - musisz ten rok jak najszybciej wykasować z pamięci. To kula u nogi, a trzeba iść dalej.
    Sama się łapię na ciągłym rozpamiętywaniu rocznic - to chyba naturalne, ale patrząc codziennie na szalejącą rozchichraną Lenkę głęboko wierzę, że ten koszmar już nie wróci.

    Buziak - trzymajcie się

    OdpowiedzUsuń
  4. Najwyższy czas do domu... i tego Wam z całego serca życzymy:)ewa

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu trzymam za Was kciuki. Żeby teraz było już zawsze lepiej. Wytrwałości w szpitalu, a poza nim wiele radości i spokoju dla całej Rodziny.ewa

    OdpowiedzUsuń