czwartek, 6 maja 2010

Nieustający bieg przez płotki z przeszkodami

Za nami kolejny dzień leczenia. Niestety Maciek w dalszym ciągu nie dostaje cytosarów - tych ostatnich czterech, wyczekanych, niemalże wytęsknionych....Wątróbka świruje (no bo jak to nazwać inaczej) - transaminazy są ciągle za wysokie, tzn.wynoszą ok. 240 i 180. Muszą spaść poniżej 200, żebyśmy mogli kontynuować (zakończyć!) chemioterapię. Tylko to się dzieje jakoś tak potwornie powoli... Codziennie jeździmy do szpitala na kroplówkę z Hepa - Merzu, Maciuś łyka swój ukochany Hepatil i Essentiale Forte , utrzymujemy dietę mocno lekkostrawną - a efekty są jakoś mało spektakularne. W dodatku ze względu na to, co się dzieje z wątrobą, mamy odstawioną chemię doustną (Lanvis), a to chyba nie za dobrze. Jednym słowem - Maćkowa wątróbka kiepsko z nami współpracuje.

Jeśli chodzi o wyniki - nie są najgorsze. W środę hemoglobina wynosiła 10,6, leukocytów było 2 tys. (z czego 1 tys. granulocytów), płytek - 24 tys. - to zdecydowanie za mało,  musiano je Maćkowi przetoczyć.   Tak w ogóle to Maciuś czuje się dobrze, wygląda na zadowolonego z życia, ma sporo energii i ochoty do zabawy. Porusza się coraz sprawniej i szybciej, a ostatnio domaga się nawet biegania - bierze mnie za rękę i mówi "nauczyć mnie biegać". W  dalszym ciągu jest zafascynowany zwierzętami - tymi z sawanny, morskimi (wielorybami i rekinami) a ostatnio również dinozaurami. Całymi dniami ogląda książeczki, koloruje, rysuje, przykleja naklejki - np. z rekinem wielorybim albo z diplodokiem. Kiedy byliśmy ostatnio w szpitalu dostał od Pana Tomka z Fundacji Spełnionych Marzeń książkę "1000 dinozaurów" - ogląda ją teraz bardzo często i zmusza każdą osobę która mu się nawinie do czytania nazw tych wszystkich stworów (co bywa trudne; ciekawe czy ci, którzy wymyślali nazwy próbowali je później  wymawiać, przy niektórych język się plącze...)

Maćkowi sprawność językowa na szczęście wróciła w pełni. Znowu jest dzieckiem które gada prawie nonstop, używając dziwnych słów w jeszcze dziwniejszych zestawieniach, tworząc czasem komiczne zdania. Np. "Robaki ją słonie". Albo - "Mamusiu, a co to znaczy bananek w świetle księżyca?" No właśnie, co to znaczy?

Co jeszcze - jesteśmy potwornie zmęczeni. Od dwóch tygodni codziennie jeździmy do szpitala, wcześnie wstajemy, i mamy po prostu dość. Na szczęście dzisiaj przyjechała babcia i będzie ciut łatwiej. Bo jutro znów na Litewską...

Kiedy to się wreszcie skończy...

4 komentarze:

  1. Myślę o Was ciepło i jestem przekonana, że lada dzień wątroba się ogarnie i zacznie pracować jak należy, w końcu to Maciejkowa wątroba!
    ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również tak uważam!transaminazy na dół!Pozdrawiam gorąco.
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  3. No teraz to już na pewno polecą w dół. Lada dzień!
    A w poniedziałek widzimy się na Oddziale na Waszych Cytosarach. Nie widzę inaczej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bądź dobrej myśli,już za Wami taka długa droga musi się wreszcie skończyć!Wszystko będzie dobrze,całuję.ewa

    OdpowiedzUsuń