niedziela, 20 czerwca 2010

Nie dzieje się nic...

i to jest fantastyczne. Właściwie nie mam o czym pisać. Próbujemy po prostu zwyczajnie żyć - choć oczywiście nie bez ograniczeń. Bo - musimy jednak unikać zbiorowisk ludzkich, infekcji, ekspozycji słonecznej i dieta ciągle powinna być lekkostrawna.

Ale - wychodzimy na dwór na jakieś spacerki. Na naszym osiedlu ciężko o zacienione miejsca, ale o pewnych porach dnia można spacerować np. w pobliżu przystanku autobusowego - jest to końcowy przystanek, można obserwować wielkie długie pojazdy (Maciek jest zafascynowany przegubowcami), patrzeć jak ruszają. Raz nawet udało nam się przejechać jeden przystanek (jakieś 1000 metrów) - wykorzystaliśmy fakt, że autobus był zupełnie pusty. Maciek aż dostał wypieków z emocji i do dzisiaj o tej przejażdżce opowiada. Spacerujemy też po małych bocznych uliczkach obok osiedla - nie ma ich wiele, ale za to jakie frapujące rzeczy można tam zobaczyć: koty, psy, ptaki...

Czasami - krótkie wyjazdy do lasu albo parku (mamy niedaleko pałac w Jabłonnie obok którego jest stosunkowo kameralny nieprzeludniony park). Za pierwszym razem Maciek biegał krzycząc "Ja biegam!" - jak człowiek po długiej odsiadce wypuszczony wreszcie na wolność.

Zdarzyło nam się nawet pójść na plac zabaw - o 7 rano. Chłopcy wstają wcześnie, a o tej porze nasz plac zabaw jest pusty i zacieniony. Maciek przypomniał sobie, że uwielbia huśtawki i zjeżdżalnie.

Uwielbia też truskawki ("kocham truskawki!"). Myślałam, że mamy ciągle unikać surowizny, ale gdy o to spytałam, Pani Doktor powiedziała, że niby dlaczego Maciek miałby nie jeść truskawek, przecież powoli musimy zacząć żyć normalnie. No więc próbujemy - choć ja oczywiście jestem ostrożna, pozwalam Maćkowi jeść pewne rzeczy, ale ciągle z umiarem.

Chłopcy dogadują się coraz lepiej. Bawią się razem. Są źródłem radości, hałasu, zamętu, bałaganu...Czasami się kłócą. Ale jest OK.

Wielkie wyzwanie przed nami - usiłujemy się zaprzyjaźnić z nocnikiem i pożegnać z pieluszkami. Pobyty w szpitalu uniemożliwiły przeprowadzenie treningu czystości ale teraz próbujemy to nadrobić, ze zmiennym co prawda powodzeniem, ale nie tracimy wiary. 

 Zaczynamy myśleć trochę o wakacjach. Nie pojedziemy do naszej ulubionej Białogóry, bo za daleko, musimy znaleźć miejsce niedaleko Warszawy (czytaj - niedaleko szpitala). Mam pewne pomysły, ale to jeszcze nic pewnego. Muszą być w miarę dobre warunki, czysto, w pobliżu lasu, na terenie na którym nie było powodzi. Dobrze by było, gdyby w okolicy było coś ciekawego do obejrzenia. Może ktoś z Was zna takie miejsce?

Aha - Maćkowi zaczęły odrastać włosy. A brwi i rzęsy pojawiły się ekspresowo, w kilka dni!

Trochę fotek:
Spacerki



Braciszkowie, czasem kosmici

3 komentarze:

  1. Kochani cieszymy się Waszym szczęściem,wierze, że zawsze tak już będzie.Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  2. ślicznie wyglądacie we 4 :) oby tak dalej!
    ściskam Was wszystkich mocno
    ania

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo sie ciesze ze Maciuś jest zdrowy szczęśliwy :) ....dlugo mnie nie bylo...ale czytalam o Was :) pozdrawiam gorąco.iwona32

    OdpowiedzUsuń