czwartek, 1 lipca 2010

Króciutko, sprawozdawczo

Króciutko, bo już późno okropnie, znowu się nie wyrobiłam. Jakoś ostatnio czasu mi brakuje - kładę się późno a chłopcy wstają wcześnie, czasem bardzo wcześnie. No i nie nadążam. A moje niskie ciśnienie jeszcze potęguje uczucie senności i zmęczenia.
Maciuś czuje się dobrze. Idealnie nie jest - mamy przerwę w przyjmowaniu chemii doustnej, bo podskoczyły transaminazy (ale co to jest 200, przecież bywało już ponad 1000). Maciek łyka swój ulubiony Hepatilek i Essentiale Forte i ma w związku z tym kolejny powód do radości (mały lekoman, naprawdę).
W poniedziałek byliśmy w szpitalu na pierwszym z 4 nakłuć. Maciuś dostał inną niż zwykle narkozę i zniósł ją znakomicie - spał spokojnie przez ponad 2 godziny (ostatnio było koszmarnie: ostre pobudzenie, krzyki, uderzanie mnie, siebie, kopanie, szarpanie pościeli i ubrań itp. - a po nakłuciu trzeba leżeć płasko na plecach przez 2 godziny!).
Staramy się przetrwać upały, łatwo nie jest. Repertuar domowych rozrywek chwilami się kurczy. Chciałoby się wyjść na dwór, ale ze względu na Maćka możemy to robić albo rano (po 7), albo wieczorem po 18. Jest za dużo słońca po prostu. Ale - damy radę.
Teraz jeszcze tylko gdzieś wyjechać, i będzie super. Pozdrawiam.

5 komentarzy:

  1. przytulaki dla Was - myślę o Was i często tu zaglądam! 3majcie się:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ciesze sie ,że u Was dobrze :) bardzo :) pozdrawiam ciepło i buziaki dla Maciusia :) iwona32

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasia, ale przecież gdzieś w cień możecie wyjść spokojnie! Chyba, że macie jakieś specyficzne, Maciejkowe przeciwwskazania...
    Lenka siedzi całymi dniami na słońcu. Wiem że to inny etap, ale naprawdę szkoda tej pogody.
    Pozdrawiamy znad morza

    OdpowiedzUsuń
  4. Ania, trochę wychodzimy, ale albo rano albo późnym popołudniem. Tu gdzie mieszkamy jest po prostu jak na standardowym blokowisku - prawie wcale nie ma cienia. Poza tym jest bardzo dużo dzieci, a ostatnio zdarzała się tutaj szkarlatyna. Więc na razie plac zabaw rano (jest wtedy pusty, zacieniony i cały nasz - większość dzieci pojawia się tam po 9-tej), po południu spacerki w okolice pustawego o tej porze przystanku autobusowego (Maciek nie jest zainteresowany niczym innym, obserwowanie autobusów budzi w nim dziką po prostu namiętność; zdarzyło nam się nawet jechać autobusem - bo był zupełnie pusty - szalona to była podróż bo mniej więcej kilometrowa,jeden przystanek, ale emocje gigantyczne).W weekendy jeździmy gdzieś - do parku, lasu...Damy radę. Bawcie się dobrze nad tym morzem, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. to i tak świetnie sobie radzicie:) jestem pewna, że ta tendencja się utrzyma! trzymam kciuki nieustannie:)
    pozdrawiam, ania

    OdpowiedzUsuń