piątek, 16 lipca 2010

Uff, jak gorąco...

Mamy dość. Fantastycznie, że jest ciepło, świeci słoneczko, ale czy nie mogłoby tego robić z odrobinę mniejszym zapałem? 25 st. C w zupełności by wystarczyło, naprawdę. Nasze mieszkanie bardzo jest już nagrzane, jedynie nocą odrobinę się schładza, ale na zbyt krótko. Mieszkamy na 9-tym piętrze, okna wychodzą na południowy zachód, więc mniej więcej od godz.14 do zachodu słońca nie da się odsłonić okien, nie można też wyjść na balkon. Wentylator nie pomaga. Jest piekielnie gorąco. Jak już pisałam, na naszym osiedlu nie ma też jakichś szczególnie zacienionych miejsc. Dużo czasu spędzamy teraz w domu. W dodatku znowu coś pyli, obaj chłopcy kaszlą i miewają katarki (ale nie infekcyjne). Kuba nawet musiał dostać antybiotyk, bo kaszel ciągle trwał, wydzielina zalegała, i  coś mu się porobiło w oskrzelach, co widoczne było dopiero na zdjęciu rentgenowskim (na szczęście nasza Pani Pediatra ma wyczucie i skierowała go na badanie).Teraz jest już dobrze, kaszlu prawie nie ma. Przeżyliśmy jednak kilka dni niełatwych - dwoje aktywnych, szalejących dzieci, niespecjalnie mogących wyjść na dwór, ograniczonych do przestrzeni naszego niedużego mieszkania, upał, upał, upał....W dodatku dziadek musiał wyjechać, więc moja możliwość wychodzenia na dwór też mocno się zredukowała. Ale nic to. Z Kubą już lepiej, podobno idzie ochłodzenie, a we wtorek - o ile w poniedziałek będą dobre wyniki, ale dlaczego niby miałyby być złe, prawda?- wyjeżdżamy na trochę z Warszawy. Na krótko, niecały tydzień, ale zawsze to kawałek wakacji. Za jakiś czas wyskoczymy gdzieś na kolejny tydzień i jakoś to będzie.

Jeśli chodzi o Maćka - oprócz tego, że kaszlał i kichał, nie dzieje mu się nic złego. Wyniki ma przyzwoite, choć wątróbka ciągle trochę szaleje. Ale nie są to bardzo wysokie wyniki, najwięcej było 220 (cóż to jest, miewaliśmy i 1000...). Teraz transaminazy mieszczą się w górnych granicach normy, ale Hepatil Maciuś łyka dalej i mimo że białych krwinek ma tyle, że powinien dostawać 150 % dawki chemii, to ze względu na wątrobę dostaje tylko 100%. Nasza Pani Doktor wychodzi z założenia, że lepiej jest, kiedy dziecko bierze nawet mniejsze dawki chemii, niż kiedy musi mieć przerwy w leczeniu - ta chemia jest mu po prostu niezbędna.

Nie obyło się bez stresu, jakże by inaczej. W wynikach morfologii Maćka pojawiają się czasem sformułowania  w rodzaju "atypowe limfocyty" , "blasty",  i inne (oczywiście w języku angielskim) - i oczywiście regularnie podnoszą mi adrenalinę. W rozmazach, które robione są w szpitalu, nic jednak złego nie wychodzi. Po prostu laboratorium, w którym robimy badania , a dokładniej automat, który wykonuje rozmaz klasyfikuje komórki krwi według jakiegoś swojego wzorca, programu, nie jest elastyczny. Dlatego lepsze są rozmazy tzw. ręczne - kiedy lekarz, analityk ogląda próbkę pod mikroskopem i liczy komórki "na piechotę".  Nie muszę chyba mówić, jak bardzo nie życzymy sobie już blastów...
Oprócz tego w rozmazach zaczęło pojawiać się sporo granulocytów kwasochłonnych (norma to 1-5%, Maciuś miał 21%). Może to oznaczać różne rzeczy, między innymi jakiegoś pasożyta. W związku z tym musieliśmy przebadać obu chłopców (bo jeśli to pasożyt, to Kuba mógł go przynieść ze szkoły), co było sporym wyzwaniem logistycznym - od każdego musieliśmy pobrać po  3 próbki kału, w dodatku musiało to być w takich godzinach, żeby jakoś zmieścić się w godzinach pracy punktu pobrań. Paranoja po prostu. Na  szczęście w badaniach nic nie wyszło, a granulocyty kwasochłonne spadły do 5%, czyli są w normie. I nie wiadomo dlaczego. Nasza Pani Doktor mówi, że już się tak zdarzało, że czasem dzieci tak reagują.

Teraz czekamy na poniedziałkowe badania a potem - wakacje. Trzymajcie się.

2 komentarze:

  1. Kasiu, to ja zycze udanych wakacji i fajnego wypoczynku. I dziekuje za spotkanie! Pa, pozdrawiam Ciebie i chlopakow - Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzymy Wam pięknych, rodzinnych wakacji:)
    Serdecznie Was wszystkich pozdrawiamy, szkoda że nie ma jak się spotkać:( buziaczki -ewa

    OdpowiedzUsuń