piątek, 27 sierpnia 2010

Witajcie po przerwie

Zaniedbałam okropnie tego bloga, jakoś nie mogłam się zmobilizować do pisania, albo nie wyrabiałam się czasowo, wybaczcie.
U Maćka wszystko w porządku. Wyniki dość regularnie mieszczą się w Maćkowej normie (tzn. w zależności od tego jaką dawkę chemii dostaje białe krwinki - w przedziale 2 - 3 tys., hemoglobina ok. 11 - 12, płytki ok. 300 tys.). Niestety wątróbka daje o sobie znać, transaminazy skaczą, ale na szczęście  nie jakoś dramatycznie - nie musieliśmy przerywać leczenia,  jedynie ograniczaliśmy ilość chemii do 50% i podawaliśmy Maćkowi Hepatil i Essentiale Forte. Jest dobrze. Maciek wygląda dobrze, zachowuje się jak zdrowe dziecko. Patrząc na niego trudno się domyślić, co przeszedł.

Za nami już trzy nakłucia, zostało tylko jedno. Coraz gorzej znoszę pobyty w szpitalu (mimo że oczywiście fajnie jest spotykać starych znajomych) . Izba Przyjęć pełna, dzieci onkologiczne mogą wchodzić poza kolejnością ale jest ich tyle, że ostatnio tworzy się kolejka dzieci onkologicznych...Oczekiwanie - na Panią Doktor, na założenie igły, pobranie badań, zabieg, wypis - męczy coraz bardziej... Świadomość, że piętro niżej na oddziale  leżą dzieci w różnym stanie, na różnych etapach leczenia, że niektóre z nich odchodzą (niedawno - Krzyś......) - przygnębia. Przywołuje wspomnienia trudnych chwil, strachu, bezradności... Dlatego odliczam te kolejne nakłucia (jeszcze tylko jedno!), marzę o chwili, kiedy zaczniemy chodzić do poradni  przyszpitalnej, i powoli, bardzo powolutku będziemy rozluźniać naszą więź ze szpitalem.

Na szczęście Maciuś w szpitalu funkcjonuje dobrze. Ostatnio nawet nie płacze przy zakładaniu igły (zresztą przy cotygodniowym pobieraniu krwi z żyły też już prawie nie). Bawi się szpitalnymi klockami, szuka kontaktu z innymi dziećmi, z wielką ciekawością i rozczuleniem przygląda się noworodkom. Daje radę (ja tak naprawdę też, ale uczciwie przyznaję - męczy mnie to).

Co jeszcze - byliśmy na wakacjach! Tym razem tydzień na Podlasiu, nad Bugiem. Co prawda znaleziona w necie oferta agroturystyki  rozczarowała nas (na zdjęciach wyglądało lepiej....), ale znaleźliśmy hotel i było ok. Dużo spacerów, wycieczek, przepływanie Bugu promem, wyprawa kolejką do Puszczy Białowieskiej i inne atrakcje - było fajnie. Przy okazji odkryliśmy, że nasze młodsze dziecko nie jest - jakby to określić jednym słowem - współpracujące. Nie zawsze chce iść tam, gdzie reszta, ucieka, odbiega daleko od nas i nie martwi się, gdzie jesteśmy, próbuje chadzać swoimi ścieżkami (co oczywiście nie jest niczym nagannym ale bywa niestety niebezpieczne), miewa własne zdanie i jego "nie" jest niezłomne (jeśli powie, że nie zje mięsa, nie założy skarpetek, nie położy się, nie pójdzie itd. to rzeczywiście tak bywa). Mamy na niego swoje sposoby, ale muszę przyznać, że wyrasta z niego niezły łobuziak.

Kilka fotek z wakacji:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz