poniedziałek, 24 stycznia 2011

Stało się!

Nie mamy już vascuportu! Nie mamy już nawet szwów po nim - dzisiaj zostały zdjęte. Milczałam jak zaklęta bo bałam się zapeszyć - przy naszym szczęściu mogło wydarzyć się przecież wszystko. Zabieg odbył się już jakiś czas temu -10 stycznia. Nie mogę powiedzieć, że nie było przygód, niestety. Pozostawałam w błogim przekonaniu, że jak już nas w końcu przyjmą do szpitala, to spędzimy na tej chirurgii jakąś dobę. Cóż - skończyło się na 4 dniach. Najpierw Maciek ostro wymiotował po narkozie (więc musiał dostać płyn na noc i być obserwowany) a jak już w końcu przestał to okazało się, że rana krwawi i to dość mocno. Zrobiło mi się miękko w kolanach bo dyżurna Pani Doktor zmieniając przesiąknięty krwią opatrunek stwierdziła, że na razie poczekamy, a jakby co to trzeba będzie - cytuję -  "zrewidować". Na szczęście (uff!!!)- nie trzeba było. A dzisiaj usunięto Maćkowi szwy. Jeszcze tylko 2 dni z opatrunkiem, a potem znowu normalne kąpielki (Maciuś o nich marzy, ostatnio miewał tylko prysznice).

Wracając do przygód - bo dlaczego miałoby być nudno - w drodze powrotnej do domu, w taksówce, Maciek po zbyt szybkim zjedzeniu swojej ulubionej "nagrody", czyli żelków (dosłownie kilku sztuk), padł ofiarą własnego żołądka. Jak na dobrego pasażera przystało zwymiotował tylko na siebie, samochód oszczędził. Załatwił świeżo założony opatrunek - musieliśmy zmieniać (co nie było zbyt proste, bo ma założone jakieś plasterki, których mieliśmy nie ruszać, miały same odpaść). To oczywiście banał, ale naprawdę nie da się przewidzieć, co może się wydarzyć za chwilę...(i złego i dobrego).

Swoją drogą, co ja wyrabiam, o czym wam dzisiaj piszę.... Sorry.

Poza tym - po staremu. Co tydzień robimy morfologię, wyniki są w miarę dobre (tfu, tfu, żeby nie zapeszyć!),  białych ciągle sporo (ok. 4 tys), wątróbka znośnie. Chłopcy zdrowi, choć zdarzają się kaszelki, katarki. W tej chwili Maciek ma jakiś stan zapalny spojówek - ale to drobiazg.  Nie jest źle, oby tak dalej (choć może bez przygód.... ). I byle do wiosny.

Ach, a w szpitalu spotkaliśmy Lenkę, naszą sąsiadkę z sali, gdy trafiliśmy do szpitala  po raz pierwszy. Lenka wygląda fantastycznie, a włosy ma jak marzenie. Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. uffff :) tak się cieszę!
    pozdrawiam,
    ania

    OdpowiedzUsuń
  2. To fajniuto. Zuch chłopak! Trzymamy dalej kciuki.
    Ola, Tomek i Gucio

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozdrawiamy :)
    Zaświadczam, że Maciejo też ma fryz niczego sobie :)
    Miło było się zobaczyć!

    OdpowiedzUsuń
  4. ciesze sie Kasiu, ze wszystko sie dobrze uklada, trzymam kciuki aby tak bylo dalej! sciskam, E.

    OdpowiedzUsuń