środa, 23 lutego 2011

Ferie w areszcie domowym.

Wszyscy mamy ich już dosyć. Od początku ferii (właściwie dłużej, bo od czwartku przed feriami) siedzimy w domu. Wychodzimy (właściwie - wyjeżdżamy) jedynie do przychodni. Zimę oglądamy za oknem i w telewizji. Chłopcy - mimo wymyślanych przeze mnie rozrywek (gier, zabaw, zajęć praktyczno - technicznych, plastycznych, kucharskich, itd...) - nudzą się. Chorowali i chorują, ale czują się już nieźle, mają sporo energii a zostali uziemieni w domu.

Mimo tej nudy adrenalina nam jednak nie opada, skądże.

Najpierw Kuba - zapalenie oskrzeli, antybiotyk. Potem Maciek - kaszel (osłuchiwany prawie dzień po dniu przez lekarza), nieustające inhalacje, potem zmiany osłuchowe i podwyższona temperatura - i antybiotyk. W dodatku jakoś ewidentnie gorzej się czuł, był niespokojny, nie chciał spać sam, zresztą spał kiepsko, pojękując i postękując. Kiedy w końcu na wizycie kontrolnej okazało się, że zmian osłuchowych już prawie nie ma, i można by się zacząć cieszyć, powaliły nas dla odmiany wyniki badań . Wątróbka zaszalała znowu, i to na maksa. Kiedy zobaczyłam te wyniki w pierwszej chwili pomyślałam, że ktoś się pomylił z ilością cyferek - było 958 i 1500. Dla niezorientowanych - normy dla transaminaz są zdecydowanie dwucyfrowe... Maciek miewał już problemy z wątrobą, ale tak wysokiego poziomu transaminazy (czyli enzymy wątrobowe) jeszcze nie osiągały. Po konsultacji z Panią Doktor następnego dnia pojechaliśmy na oddział dzienny. Okazało się , że transaminazy spadły (do 464 i 994), Maciek nie ma choroby wirusowej typu WZW czy cytomegalia, i najprawdopodobniej jego organizm w ten sposób (tym razem ekstremalny, przyznacie) zareagował na chemię.

Więc - staramy się przetrwać siedzenie w domu. Maciek jeszcze bierze antybiotyk i inne leki (m.in. osłaniające wątrobę) , chemię ma oczywiście odstawioną, jest na ultralekkiej diecie. W czwartek - wizyta u pediatry i kolejna morfologia. I zobaczymy. Trzymajcie kciuki - po raz kolejny - za tą szalejącą Maćkową wątrobę.

Co jeszcze - czas lekomanii Maćka chyba mija. Ostatnio nie chce brać niektórych leków (np. Metotrexatu, czyli chemii przyjmowanej raz w tygodniu), nie pozwala sobie psiknąć niczym do nosa, nie chce wysmarkać nosa, inhalować się, posmarować żelem krwiaczka, itp. Bunt w czystej postaci. Strasznie trzeba się napracować, nakombinować, żeby go przekonać do tego, żeby to nie było wmuszone, przymuszone... Nie ukrywam, że w desperacji zdarzyło mi się uciec  do przekupstwa. Z czego nie jestem dumna.

Muszę przyznać na koniec - jestem zmęczona. Denerwowałam się chorobami chłopaków, ewidentnie gorszym samopoczuciem Maćka,  mało jadłam, kiepsko i krótko sypiałam i teraz  czuję się jak po jakimś gigantycznym wysiłku fizycznym. Stres związany z chorobami dzieci (zwłaszcza wtedy, gdy coś się dzieje, ale jeszcze nie wiadomo co...) po prostu  mnie powala.  Dlatego postanowiłam mieć ferie  - nie robię w domu więcej, niż muszę.
I czekam na czwartek. Pamiętajcie o Maćkowej wątróbce.

4 komentarze:

  1. Kasia, przytulam mocno!
    Wiem doskonale jak się czujesz - my przed chwilą dosłownie wygrzebaliśmy się z podobnego stanu :/. Potrzebujesz po prostu chwili wypoczynku, no i pewnie trochę snu :).
    Zaraz będzie lepiej :)
    Kiss

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, Kuba ma podobnie z wątrobą, jest spokojnie po kilkadziesiąt i nagle (ostatnio zawsze przed wizytą w szpitalu) czyli raz na 8-10 tygodni alat skacze mu do 400-500 (u nas norma jest 24). Po tygodniowej przerwie w leczeniu skacze znowu i wtedy robimy przerwę 2 tygodniową. Także raz na 8-10 tygodni mamy ok 3 tygodnie przerwy w leczeniu. To chyba jest tak że kumuluje się to leczenie i wątroba mówi pas. Nie martw się, ja ostatnio (od sierpnia zeszłego roku) przeżyłam 3 takie skoki, przy każdym się stresowałam ale z każdego Kuba wychodził. Trzymaj się a my trzymamy kciuki, pozdrawiamy Asia (mama Kuby of course). PS: my też mamy ferie domowe bo Kubie białe spadły nagle z ponad 3 tys przez ostatnie miesiące na 2 tys, ale on na szczęscie jest w stanie zająć sie sam w domu, chociaż też marudzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kciuki zaciśnięte! mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek. Bądźcie dzielni! Pani Kasiu, bardzo słuszna metoda z robieniem w domu tylko tego,co niezbędne. Odpoczynek to podstawa, szczególnie przy tak dużym stresie. Trzymam więc mocno kciuki i modlę się za Was gorąco!

    pozdrawiam,
    ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasia, trzymam kciuki za jutrzejrza wizyte u lekarza no i za watrobke. Bedzie dobrze. I odpoczywaj ile wlezie. Sciskam.

    OdpowiedzUsuń