piątek, 11 listopada 2011

Zmiany, zmiany...

Stało się. Maciek został przedszkolakiem. Zakochał się w swoim przedszkolu od pierwszego wejrzenia (po pierwszym dniu, kiedy spędził tam zaledwie godzinę, oświadczył mi: "Postanowiłem, że jutro zostanę dłużej"), potem przeszedł chwilowy kryzys ("ja nie chcę iść do przedszkola") , a teraz znów jest dobrze. Maciuś lubi swoją panią Asię, uwielbia - ćwiczyć z logopedą (w domu sam się upomina, że już czas na ćwiczenia języka, nawet wtedy, kiedy byłabym skłonna mu to odpuścić...), i odkrywa język angielski (podśpiewuje ciągle "Red, pink, yellow...." itp.). Nawet zdarza mu się rozrabiać ! ("Dzisiaj byłem trochę niegrzeczny na angielskim, ale zrozumiałem swój błąd").   Nie spędza w przedszkolu wielu godzin (właściwie tylko do obiadu) ale coś mi się wydaje, że niedługo będzie chciał zostawać dłużej ("chciałbym zjeść z dziećmi podwieczorek").
Fajny z niego przedszkolak - Biedronka (tak nazywa się jego grupa) z nieodłącznym zielonym dinozaurem (przytulanką - zielonym Dinusiem, prezentem od babci; Maciek kocha go ogromnie i zabiera  ze sobą wszędzie - do przedszkola, do przychodni, na spacer, zasypia z nim). Na zdjęciu są obaj:



W moim życiu też swego rodzaju rewolucja - po prawie 4  latach przerwy wróciłam do pracy. Nie wchodząc w szczegóły, był to spory stres - bo przerwa długa, a charakter mojej pracy też specyficzny, poza tym konieczność zorganizowania naszego życia inaczej niż do tej pory (szkoła, przedszkole, moja praca, zawożenie, odbieranie dzieci, itd)...Było trochę zamieszania, zdarzyły się też jakieś infekcje, ale - jest o.k. Chyba już to jakoś ogarniamy, choć choroby dzieci są oczywiście wyzwaniem. Ale nic to.W sytuacjach bardziej stresujących zdarza mi się myśleć, że to nie są prawdziwe problemy, tylko trudności, czyli są przejściowe. Więc nie ma się czym przejmować. Po prostu.

Wracając do Maćka - jego wyniki są całkiem dobre. Gdyby wcześniej nie zdarzały nam się przerwy w leczeniu, to już byśmy je zakończyli. Póki co, Maciek będzie brał chemię do końca grudnia - o ile oczywiście nie będzie przerw (tfu, tfu, żeby nie zapeszyć!). Wątroba jakoś się uspokoiła , choć ciągle zdarzają się podwyższone transaminazy, ale nie na tyle, żeby trzeba było odstawiać chemię (w najgorszych momentach transaminazy zbliżają się do 200 - jak sobie przypomnę, ile bywało kiedyś... ). Tym sposobem od kwietnia leczenie przebiega bez przerw. I oby tak dalej!

Maciek już zaczął marzyć, co zrobi, kiedy nie będzie musiał brać tabletek. Otóż - pojedziemy daleko autobusem. Zdarza nam się wracać z przedszkola autobusem - ale to jest kwestia jednego, dwóch przystanków (i raczej nie w momencie  szczytu komunikacyjnego). A Maćkowi marzy się porządna, długa podróż ... Czy Ci z Was którzy codziennie wsiadają do jakiegoś autobusu w drodze do pracy lub szkoły potrafią sobie wyobrazić, że niektórzy o tym marzą...?

Wybaczcie długą przerwę w pisaniu - ostatnio włączam komputer głównie po to, żeby popracować. Poza tym pewnie tak już będzie - coraz mniej do pisania na temat Maćka i jego choroby.
I NIECH TAK BĘDZIE.

4 komentarze:

  1. Tak milo o Was cos nowego przeczytac! Kibicuje Maciusiowi bardzo. Natrafilam na Twoj blog przypadkiem i zostalam. Pieknie piszesz o roznicy pomiedzy trudnosciami a problemami.... Tak wielu z nas tych roznic nie zna! Zycze Wam malo tematow do pisania! Cudna z Was rodzinka. KASIA

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe wiadomości, warto było czekać :)
    Niech tak już zostanie. Wszystkiego dobrego.

    ania

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasia, strasznie się cieszę, że u Was dobrze! :). Zobaczysz, koniec leczenia nadejdzie szybciej niż myślisz.
    Ucałuj ode mnie Maciusia przedszkolaka.

    Całus

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasia, ciesze sie ze u Was wszystko dobrze. Ze leczenie zbliza sie do konca. To juz zaraz ten grudzien! A potem zycze Wam juz tylko takiej zwyklej normalnosci dnia. I dlugiej jazdy autobusem Maciusiowi:-). Pozdrawam Was wszystkich a szczegolnie Maciusia przedszkolaka! Pa.

    OdpowiedzUsuń